00:50:58
2010-04-05
Friendship never ends?
Co jest piękniejszego niż dotyk słońca po długiej, mroźnej zimie? Gra zieleniejących spojrzeń budzi zmysły z zimowego snu. I biorę garściami tyle, ile uniosę. Aż ciepło wysypuje się z moich drżących dłoni. Bo wiosną wszystko jest łatwiejsze? Tak mówią. A ja, jak co roku, mam spore wątpliwości. Każda zima mnie zawodzi. Każda jesień wyziębia myśli. Każde lato za szybko przemija, wystawiając mnie do wiatru. Może tegoroczna wiosna przyjdzie i już zostanie na dobre? Mam takie życzenie. Niech mi ukwieci ten trzeci ze studenckich lat. I zatrzyma czas, bo chcę zostać tu, z moimi dziewczynami. Chcę przedłużyć te dni, które wypełniają nasze donośne rozmowy. Wtedy nawet, gdy pada deszcz, my potrafimy tańczyć z radości. Może niech nas ktoś zamknie na tej uczelni i zgubi klucz? Przewrócimy świat do góry nogami, dokonamy rewolucji, stracimy zmysły ze śmiechu… Bo tak ciężko się rozstawać, gdy już pokochałyśmy swoje fanaberie.
skomentuj (0)
11:25:44
2010-03-06
Wiosna na złość
Smaki moje i pragnienia wypchane zostały prawie siłą, całkiem niespodziewanie, na ścieżkę prowadzącą w nieznane. Kuszone nieziemskim smakiem czekolady, którą tak uwielbiam. Nachalne słodkości, którym oprzeć się nie mogę, nachodzą mnie na każdym kroku. Na ścieżce, rozciągającej przede mną swój szlak, nie ma żadnych drogowskazów, tylko atramentowo-truskawkowy potok słów i wspomnień. Czasem apetyczne, czasem subtelnie kwaśne, żartobliwie wręcz. Łudząco miłe, fałszywie słodkie, na przekór pogodzie słoneczne. A w gruncie rzeczy ukrywające deszczowe chmury.
Nowy flakon perfum, roztrzaskany na milion kawałków tonących w aromatycznej pięciolinii białego piżma, sandałowca, orchidei, nektarynki i wodnej lilii.
Tak miało być. Widocznie.
skomentuj (1)
19:46:54
2010-02-23
Cieplejszy wiatr
Mój wielki, bury kot z przesiąkniętą zimą, ale dalej miękką sierścią, wskakuje na moją poduszkę i przytula się do mnie. Mruczy rytmicznie, gdy przesuwam palce wzdłuż jego puszystego tułowia. Zza okna słychać śpiew ptaków, chyba pierwszy raz w tym roku. Mama krząta się w kuchni. Wszystkie te odgłosy układają się w ciekawą melodię. Ale ja i tak dalej chcę spać.
Czuję się skrajnie monotematyczna. Błękity mi w głowie, niepotrzebnie całkiem. Nadchodzi wiosna i jej pastele trzeba odkrywać, i czekać aż nabiorą intensywności, jaskrawości i wyrazu. Niech czym prędzej zazieleni się trawa, a drzewa wybudzą z zimowego snu. Niech słońce zapłonie, a niebo zakwitnie miliardami niezapominajek. Chcę tych nieśmiałych stokrotek z rumianymi policzkami i wierzb płaczących nasyconych wiosną. Cierpka cytryna w głęboką żółć, blady róż w fuksje i amaranty, seledyn w głęboki morski, brzoskwinia w ognisty pomarańcz... Wtedy uwierzę, że sroga Pani Zima odeszła i liczyć można na życzliwe spojrzenia rubinowo czerwonych oczu Pani Wiosny, przyjaciółki Lata.
Wiosna:
- wypełniająca wszystkich energia,
- intensywnie pachnące kwiaty,
- obłoki spacerujące nad głowami,
- soki ze świeżych owoców,
- namiętne pocałunki,
- apetyt na miłość...
skomentuj (2)
17:29:09
2010-02-21
Pierwsze mrugnięcie wiosny
To miasto jest szare i smutne. Zasypane tonami śniegu i zmarznięte. Chodniki pokrywa gruba warstwa lodu, na którym trudno utrzymać równowagę. Gdy temperatura wzrasta, robi się mokro i jeszcze bardziej nieprzyjemnie. Zimowa depresja zatacza coraz szersze kręgi i są chwile, gdy już nawet czekolada nie pomaga osłodzić tych posępnych dni. Ponury pejzaż wzmagają czarni, szarzy i grafitowi przechodnie, spieszący nieprzerwanie we wszystkich kierunkach. Pochmurny krajobraz ożywia mój szalenie różowy płaszcz, Ewy seledynowy ciepły szal i Anity miodowa wełniana czapka. Na chwilę Rybnik tli się purpurą i karminem walentynkowych serc i pocałunków, by nazajutrz nakryć się ponownie popielatą płachtą. W dzień rusza się powoli, z trudem łapiąc oddech. Odżywa wieczorami, gdy kluby zapełniają się ludźmi. Nocami w centrum, jak mgła, unoszą się stłumione melodie, by zgubić się za najbliższym zakrętem lub utknąć w girlandach sopli zwisających z dachów. W tłumach roztańczonych ludzi krążą złodzieje szalików.
Pamiętam z przedszkola zabawę w farbowanie śniegu. Był we wszystkich kolorach, wystarczyło rozcieńczyć wybraną farbę i rozlać ją na śnieg. Zimowa tęcza pod stopami w dziecięcym wykonaniu!
Mam dość śniegu, jednakowego pejzażu za oknem, z dnia na dzień coraz mniej malowniczego, przemoczonych butów, zmarzniętych dłoni i zaczerwienionego nosa! Gdy moja nienawiść do zimy jest w szczytowej formie i zbliża się do osiągnięcia apogeum, zza chmur nieśmiało wychyla się słońce. Czy to wiosna, czy tylko zima robi sobie z nas żarty i gra na nosie wszystkim zmarzluchom?
Dziś świeci słońce, tak mówią. Niektórym wyjątkowo do twarzy w niebieskim. Wręcz nieziemsko!
skomentuj (1)
19:42:09
2010-01-30
Niech żyje bal!
Rok czekania, plany, zaproszenia, sukienki, fryzury, cekiny, brokat, świecidełka, ozdoby, satyny, tiule, wzory, paski, groszki, koronki, gorsety, złoto, srebro, kamienie szlachetne, kosmetyki, spinki, szpilki, pończochy, palety odcieni, faktury materiałów, tonacje barw, gra świateł, połysk i mat, ćwieki, hafty, bielizna, perfumy... I nie straszna mroźna zima, zaspy po kolana, spóźnione autobusy, trasa z Rybnika do Wodzisławia, przymiarki, poprawki, zmęczone oczy, złamane paznokcie, bolące stopy, wydatki wyższe od przewidywanych. Bal Socjologa jest raz w roku, warto więc wyczekiwać, przygotowywać się, jeździć tam i z powrotem, dobierać dodatki, balsamować skórę, wybierać partnera. To prawdziwie magiczna noc. Wspaniałe towarzystwo i taneczna muzyka to gwarancja świetnej zabawy do białego rana. No bo czego chcieć więcej?
Tegoroczny bal przetańczyłam aż do ostatnich nut płynących z głośników, nie żałowałam nóg, czułam się wspaniale w takiej kreacji i wśród moich ukochanych dziewczyn. Wróciłam niezmiernie zmęczona, ale tak bardzo pozytywnie zmęczona.
Tegoroczny bal nie był taki, jakim sobie go wyobraziłam jesienią.
skomentuj (0)
15:52:38
2010-01-10
W nowy rok...
...wejść zostawiając stary za sobą. Pozostawiając go za plecami niczym dobre wspomnienie, a te złe chwile przemienić w plamy po kroplach deszczu na świeżo umytym oknie, by można je było jednym pociągnięciem ściereczki zetrzeć, pozbawić ostatniej szczypty jestestwa. A jednak niełatwo nie płakać do pary z tym ponurym niebem w sylwestrową północ. W kolorach fajerwerków poszukiwać uśmiechów i radości na nadchodzące dni, a z gwiezdnego pyłu utkać zielony koc nadziei. Łudzić się, że kolejny rok będzie lepszy, przynajmniej od poprzedniego. W sercu pulsującej gorącym rytmem bajkowej krainy z przyjaciółmi wznosić toasty i martwić się wyłącznie o powrót do domu. I analizować kto i dlaczego tak a nie inaczej nazwał ostatni dzień roku.
skomentuj (0)
18:58:23
2009-12-31
Na zakończenie
Obecny rok się kończy, nowy nadchodzi wielkimi krokami. W
przedimprezowej bieganinie znajduję chwilę czasu na zebranie myśli i
podsumowanie ostatnich 364 dni. Ten rok, jak każdy inny pełen był
niespodzianek, szaleństw, radości i rozczarowań. Szukam stu zalet oraz wad
2009, sukcesów i porażek, które zostawiam za sobą, podsumowuję co zdążyłam
zrobić, co mnie spotkało, a co ominęło. Kolejność jest przypadkowa i chyba
tylko ja wiem, co oznacza każdy z punktów.
- powitałam
go w doborowym towarzystwie,
- postanowiłam
być w tym roku najważniejsza,
- dostałam
pierwszą umowę w pracy,
- złożyłam
pierwszy w życiu PIT,
- oczarowało
mnie „Thinking of you” Katy Perry – mój nr1.
- dobrze
zdałam sesję,
- miałam
ogromną satysfakcję z organizacji Balu Socjologa 2009,
- i
najładniejszą sukienkę,
- ale
sama nie bawiłam się tak dobrze jak chciałam,
- Walentynki
spędziłam znowu w kinie, nie sama,
- ale
jednak.
- podjęłam
próbę zakończenia pewnego rozdziału w moim życiu,
- przefarbowałam
włosy na wymarzony rudy!
- dzięki
czemu mogę tłumaczyć swój egoizm i wredne zachowanie,
- wznowiłam
pisanie bloga,
- zdarzało
mi się znowu żyć nadzieją,
- poznałam
Dodę:P
- zasmakowałam
w kebabie drobiowym,
- i
pierwszy raz jadłam pieczarki,
- obejrzałam
dużooo filmów w kinie
- zapamiętam
z nich: Obsesję(!), kolejną część Harrego Pottera, Bękarty Wojny, Opowieść
Wigilijną, Narzeczonego mimo woli, Przerwane objęcia i Wojnę Polsko-ruską,
- pomalowałam
komuś pokój,
- i
przemeblowałam swój,
- kupiłam
komputer
- i
Internet.
- przeszłam
też na abonament,
- co
zaowocowało dziesiątkami przegadanych przez telefon godzin,
- współtworzyłam
kampanię społeczno-ekologiczną Zielonego Rybnika,
- dopisałam
3 punkty do Listy,
- zdobyłam
monokini z limitowanej kolekcji Matthew Williamsona dla H&M,
- chciałam
pojechać nad morze, ale okazało się, że nie warto wierzyć w obietnice,
- i nie
udało mi się zobaczyć Kylie w Gdyni,
- z
żalem zwracałam bilety na odwołany koncert Britney,
- opuściłam
koncert Snow Patrol,
- i na
The Killers na CLMF też mnie nie było,
- za
to cieszyłam się niezmiernie z występu The October Leaves na Heinekenie,
- wygrałam
bilety na koncert Madonny (wspaniały!) i byłam na próbie dźwięku przed
nim,
- obejrzałam
w końcu Pulp Fiction,
- i 3
sezony Chirurgów (ach, Derek!),
- liczyłam
gwiazdy leżąc na mokrym molo nad zalewem,
- spędziłam
w Wiśle wspaniały weekend,
- imprezowałam
bez wytchnienia całe juwenalia,
- byłam
na SLOT Art Festiwal z najlepszą katoliczną ekipą pod słońcem,
- choć
miałam później wątpliwości czy do niej pasuję,
- śmiałam
się do łez z moimi przyjaciółmi, lepszymi niż można sobie to wyobrazić,
- przepracowałam
co drugi dzień wakacji,
- sponsorowałam
rodzinne imprezy,
- zaliczyłam
dwa wesela,
- i
przetańczyłam wiele nocy,
- pokochałam
wysokie obcasy,
- i
utwierdziłam się w przekonaniu, że uwielbiam kolory,
- zauważyłam,
że wszystkie obrazy malowałam ważnym dla mnie chłopakom ("Chłopakom,
których kiedyś kochałam" - M.Budzyńska)
- i że
dla nich one nie mają takiego znaczenia jak dla mnie,
- centymetry
uchroniły mnie od znalezienia się pod kołami samochodu,
- tym
większą radość miałam z pływania na wodnym rowerku,
- przypomniałam
sobie smak owocowej pasty do zębów, takiej z dzieciństwa,
- zainwestowałam
w decoupage,
- zaczęłam
pisać pracę licencjacką,
- przeżyłam
własną bajkę,
- dzięki
czemu polubiłam jesień,
- by
zaraz potem na nową ją znienawidzić,
- zajęłam
pierwsze niepłatne miejsce na liście stypendialnej,
- zdarłam
obcasy na krakowskim bruku,
- założyłam
profil na facebooku i twitterze,
- nie
dałam się wciągnąć w dotyczącą kryzysu panikę,
- ani
nie traciłam zmysłów z powodu świńskiej grypy,
- cieszyłam
się zdrowiem,
- a na
skutek pewnych wydarzeń schudłam 1,5kg,
- krwi
jednak nadal oddać nie mogę,
- do
domu wracałam czasami zawile okrężną drogą,
- pamiętam
wszystkie imprezy na których byłam (żadnych dziur w pamięci czy urwanych
filmów!),
- wymarzyłam
sobie kolejny Bal Socjologa,
- ale
marzenia nie mają w zwyczaju się spełniać,
- kupiłam
torebkę Louis Vuitton
- upewniłam
się w tym, że nie cierpię marznąć, a śnieg powinien być w górach
- usłyszałam, że na 10 rudych 13 fałszywych i do teraz tego nie potrafię zrozumieć
- zrobiłam
sobie tatuaż,
- zasłuchałam
się w BEP, Madonnie, Beyonce, Katy Perry, Nelly Furtado
- w
końcu wykreśliłam z setlisty piosenek „Last night”,
- odcinając
się od tego, co już dawno powinnam była zostawić za sobą,
- i
czując się dzięki temu o wiele lżej,
- wiedząc,
że nie warto żyć złudzeniami,
- ale
za to wierzyć w swoją wyjątkowość,
- i
mieć gdzieś co o kim wypisują na Pudelku:P
- zajęło
mnie niezwykle uprawianie farmy na FarmVille,
- całe
lato szukałam malin,
- straciłam
5 kotów,
- skosztowałam
szpinaku,
- kontynuowałam
publikacje w „Kampusie”,
- przed
świętami odkryłam, że bombki ręcznie robione są najpiękniejsze,
- i że
w ogóle nie ma nic ponad prezenty w wkładem własnym,
- a ja
uwielbiam obdarowywać innych,
- odżywiałam
się zdrowiej,
- wolny
czas w pracy przeznaczyłam na czytanie,
- doszłam
do tego, że lubię jeździć pociągami,
- i
nigdy nie zrezygnuję z czekolady,
- nie
byłabym taka jak jestem bez wszystkich bliskich mi osób,
- i
bez ich udziału w moim życiu nie stworzyłabym tej listy,
- na
Sylwestra wybrałam świetną opcję,
- a
2010 zacznę bez postanowień.
skomentuj (1)
21:27:59
2009-12-28
Świątecz(nie)
Zastanawiam się czy można cieszyć się świętami i poczuć ich atmosferę, gdy już od 1 grudnia słucha się na okrągło, chcąc - nie chcąc, bo w pracy, kolęd i świątecznych ponadczasowych przebojów? Jak ucieszyć się z blasku choinki, skoro już od dwudziestukilku dni, atakują one na każdym zakręcie i kradną spojrzenia przechodniów? Czy bombki odbijające blask sztucznego oświetlenia betonowo-szklanych świątyni konsumpcji są nawiązaniem do tradycji, mimo masowej produkcji in China? Wątpliwości narastają, im bliżej są święta. A dekorując, niestety sztuczną, choinkę i nucąc "All I want for Christmas..." zaczynam nabierać tej świątecznej radości, tak jak wtedy, gdy było się małym dzieckiem. Doczekać się nie mogę na pierwszą gwiazdkę. I rozkoszuję się samym już zapachem pierników. Nie skupiam się na prezentach, ale tańczę myślami wokół choinki. Szkoda mi tych zmarzniętych karpii i namawiam mojego kota do zwierzeń. Mam w tym roku święta tak bardziej po mojemu, na mój sposób. Z moją choinką w kokardy ustrojoną. I dobrą miną wcale nie wymuszoną, ale ze smutkiem w oczach. Święta wesołe do końca być nie mogą. Bo chociaż wolne miejsce czeka, nikt go nie zajmuje. A my ciągle czekamy...
skomentuj (1)
20:34:56
2009-12-13
Dzień dobry
Niechętnie otwierasz oczy, gdy trzeba zlokalizować budzik, by go uciszyć i nacieszyć się ostatnimi okruchami snu. Zwlekasz z rozpoczęciem dnia, przeciągając się leniwie pod ciepłą kołdrą. Sen był taki przyjemny... pełen słońca i marzeń. A słońce i marzenia można mieć na co dzień. Nikt nie zabrania śnić na jawie.
Kończysz pracowity dzień. Wolno stawiasz kroki i nucisz ulubione przeboje, a pomimo zmęczenia Twoje ciało kołysze się w takt tej cichej melodii. Ciaśniej owijasz szyję szalikiem i gonisz wzrokiem za wirującym w powietrzu śniegiem - pierwszym śniegiem tej (nadchodzącej) zimy. Obrysowujesz białe, rozstrzelone kształty kryształków lodu na nasyconym czernią wieczornego nieba tle. Łapiesz delikatne płatki śniegu, a one - jak na złość - znikają, pozostawiając na Twoich palcach malutkie kropelki wody. Otwierając drzwi do domu dziwisz się sobie, że pierwsze oznaki zimy sprawiając Ci tyle radości.
A co, gdybym: tą odchodzącą jesień potraktowała jak marzenie? Uznała ją za sen, który skończył się nieprzyjemną pobudką. Jej złoty przepych i rozpalone ogniem czerwieni walory przekalkowała w mroźne szarości miejskiego bruku. Uśmiechy tych pięknych dni zakolorowała kredkami w starym bloku rysunkowym. Twoje słowa zamieniła w wersety drewnianych szczebli na drabinie. I każde spojrzenia zdmuchnęła z pamięci niczym gwiezdny pył wspomnień.
Przecież tak naprawdę nie istniejesz, tylko ja, wyobraziłam sobie Ciebie. Księcia spotkać można wyłącznie w krainie marzeń.
Pozostań
marzeniem, które było na wyciągnięcie ręki, niedokończoną historią,
której można dopisać nieskończenie wiele rozdziałów i happy endów.
Ideałem z krwi i kości, który przecież w czystej postaci w przyrodzie
nie występuje. Więc pozostań marzeniem... Bo nie lubię się rozczarowywać rzeczywistością.
skomentuj (1)
19:43:20
2009-12-07
.
Gdy najmniej się spodziewasz, gaśnie słońce. Ale potem zaczynasz rozumieć, że ono wcale nie świeciło.
Okłamali Cię i narysowali je na niebie kredkami świecowymi.
Zostały mi tylko te kropki, na początku każdego z smsów. Niczym deszcz zawiedzionych nadziei.
skomentuj (1)
17:41:11
2009-12-06
Magia
Ostatni miesiąc taki był niesamowity. Tak cudownie nieprawdopodobny. Taki szczęśliwy i zabawny. Napełniający nadzieją i radością. Obfitujący w pomysły i plany. Spacer na księżyc.
Ostatni miesiąc taki był magiczny. A teraz wiem, że magia nie istnieje.
Brak już wody w organizmie. Brak uśmiechu. Brak chęci. Brak apetytu.
Brak powietrza.
A tak blisko byłam gwiazd.
skomentuj (0)
22:36:03
2009-12-05
?
Dziś nie śmieją się moje oczy?
skomentuj (0)
22:34:19
2009-12-05
w i e S z
Znasz to uczucie, gdy na nowo czujesz powietrze w swoich płucach? Gdy budzisz się, by witać z uśmiechem dzień i oddychać pełnią sił? Wiesz jak to jest, kiedy dostajesz całą butlę najczystszego powietrza, dawkowaną porcjami na jednym talerzu z radością i nadzieją? Pamiętasz smak najlepszej czekolady, mimo mrozów i deszczu? Nie czujesz odległości, mimo że jesteś z dala od Kogoś. Coraz bardziej się cieszysz z choćby ułamka sekundy, w której słyszysz Czyjeś słowa. Wędrujesz po dalekich chińskich plantacjach bawełny. I na zielonym kocu obserwujesz każdy Jego ruch, każdy centymetr Jego skóry, na której migoczą krople wód Oceanu Atlantyckiego. W wyobraźni możesz być księżniczką mieszkającą w najwyższej z wież i mieć takiego królewicza jak On. Zapisujesz w pamięci dźwięk Jego głosu i starasz się go odtworzyć odczytując smsa. Spostrzegasz, że On nie chodzi, a unosi się lekko nad ziemią, wręcz fruwa. Spadł Ci z nieba, no bo skąd się biorą tacy Oni? Tak nieziemski, że wydaje się nieprawdziwy. Tak pełnen pasji i tajemnic, że chcesz je wszystkie poznać. Smakujesz powoli Jego urok i jesteś bliska tych wysp szczęśliwych. Skłonna jesteś zaryzykować stwierdzenie, że marzenia się spełniają. I spacerujesz godzinami, pokonując kilometr za kilometrem, nie dbając o stan obcasów, ignorując fakt, że mokra pogoda zepsuje Ci fryzurę. Masz gdzieś, że marzną Ci ręce, bo w środku tak Cię rozgrzewa nastrój chwili. Odliczasz dni do wielkiego balu, tak jak liczysz cekiny na swojej sukience, jeszcze nieskończonej. Ona doda Ci blasku, a Ty przecież sama błyszczysz, wcale nie potrzebując cekinów ani brokatu! Wcale nie chcesz czuć na sobie spojrzeń wszystkich osób, wystarczy Ci tylko To Jedno: fiołkowo-błękitne. Już wiesz, że można mieć poezję w życiu, nie tylko kartkach tomików wierszy.
A może tak Ci się tylko wydaje? Uwaga! Odcięto Ci dostęp do powietrza!
skomentuj (0)
22:26:33
2009-12-05
Maluję Ci jesień błękitną
Żaden obraz tak mnie nie zmęczył. Godziny nad taflą gruboziarnistego brystolu. Drażniąca woń utrwalacza i drobinki pasteli wtopione wręcz w każdy milimetr moich dłoni. To cień nie tam gdzie trzeba, to światło nie świeci tak, jak bym chciała. Paleta kolorów jest na wyczerpaniu, a one wciąż nie są takie, jak bym sobie życzyła. Mgłę raz rozprasza wiatr, innym razem delikatne podmuchy powietrza z moich płuc. Różowa czy szara... Nie taka, a inna. Nie inna, ale taka. Dzieło zmierza ku końcowi, ale mnie nie zadowala. A ta ławka nieszczęsna... do ilu razy sztuka? Miała ta jesień być najpiękniejsza. Taka o jakiej mówiłeś. A jaka jest?
Przy chińskich plantacjach bawełny, gdzie obraz ostatniej jesieni po brzegi wypełniony był wrażaniami i uśmiechem. Urokliwy, a w rezultacie nieżyczliwy dla mnie. Tam zawisnąć powinno moje dzieło, by wróżki szyjące rękawiczki też mogły za tą abstrakcyjną jesienią zatęsknić.
skomentuj (0)
22:00:26
2009-12-05
W kolorze nieba?
W kolorze nieba są te Twoje błyszczące niezapominajki. W kolorze fiołków i niebieskich hortensji. Są mieszanką chabrów i wiosennego nieba. Połyskują głębią oceanu i pyłem gwiezdnym. Nie ma farb o takiej bawie, żadna kompozycja moich pasteli nie odda ciepła Twych oczu, a tym bardziej ich tajemnicy. Żaden błękit paryski ani szafir. Tego spojrzenia, gdy patrzysz na mnie, nie odzwierciedli atrament czy indygo, żaden cyjan, kobalt czy lazur. Nie jest to turkus ani seledyn. To Twój kolor i śnię o nim po nocach.
skomentuj (0)
21:28:13
2009-12-03
Renesans
Najprawdziwszą, złotem kwitnącą wiosnę, mam tej jesieni! Każdy nieprzyjemnie ponury dzień pełen jest barw. Smutne chmury przesuwają się nade mną niczym błyszczące szkiełka kalejdoskopu. Słońce mnie wita z najodleglejszych zakątków horyzontu. A drzewa bezwstydnie nucą wesołe melodie. Czerń pachnie śliwkami, a listopadowy wiatr, wbrew pozorom, rozgrzewa. Dni smakują jak pełnomleczna czekolada. Mrok pełen jest granatu i blasku gwiazd. Jeden poranek po drugim ocieka rześkimi błękitami skrywającymi odcienie paryskiego błękitu i chłodnej ultramaryny. Skradzione są te błękity z głębi Twoich oczu.
Niezapomijanki kwitnące cały rok.
A może to wszystko się śni? Ja Tobie, a Ty mi...
skomentuj (0)
17:18:39
2009-11-19
11.11.2009
11 listopada - święto odzyskania niepodległości.
A Madonna w słuchawkach:
I'm alright, don't be sorry, but it's true
When I'm gone you'll realize
That I'm the best thing that happened to you
skomentuj (0)
17:13:27
2009-11-19
z końcem października...
Wiedzieć kiedy odejść, i nie godzić się na mniej niż na tyle na ile się zasługuje.
Nie mogę iść do przodu. Wciąż mnie powstrzymujesz. Szorstkimi okruchami uwagi, wyschniętymi kroplami słodyczy. Odrywasz na moment moje skupienie od założonych postanowień. Chcesz być, ale wtedy, gdy Tobie wygodnie, a nie w chwilach, kiedy tego potrzebuję. Pozwalasz mi tęsknić i być może sam czasem wyczuwasz tą odległość narastającą między nami. I pewnie znów powiesz, że to ja niczego nie rozumiem?
Moje przywiązanie przelatuje Ci przez palce, jak kruche ziarenka piasku. Może odczujesz jakiś brak? Kiedyś... Czegoś, co przypomina Ci mnie. Ale mnie już wtedy nie będzie.
skomentuj (0)
17:00:29
2009-11-19
06.09.2009
Wcale nie trzeba tłumaczyć oglądania seriali socjologicznym podejściem do tego zjawiska. Można najzwyczajniej w świecie je lubić. Lub choćby oglądać z przyzwyczajenia. Wydumane, bawiące do łez, przesłodzone, nużące, a zdarzają się i takie, w których można odnaleźć jakąś cząstkę siebie. Wyczytać prawdę lub spróbować porównać perypetie bohaterów do naszego życia.
Cytat z wczorajszych Chirurgów: Zmiany. Nie lubimy zmian, boimy się ich. Ale nie możemy powstrzymać zmian. Albo przystosujemy się do zmian, albo pozostaniemy w tyle. Prawda jest taka, że im bardziej coś się zmienia, tym bardziej pozostaje takie samo. Czasem zmiana jest dobra. I często bywa tak, że zmiana jest wszystkim.
Czuję, że nadchodzi czas na zmiany!
skomentuj (0)
20:13:50
2009-11-12
Wszystkie smaki lata?
Usłyszane po raz setny pytanie "jak minęły wakacje?" wyjątkowo nie potrafi mnie zirytować. Bo o trzech letnich miesiącach można opowiadać godzinami. Każdy ma swoją historię, wspomnienia, wakacyjne sukcesy i niepowodzenia. Trudno wyrzucić z pamięci gorące popołudnia i chwile błogiego nic-nie-robienia. A jeszcze trudniej przestawić się na tryb szkolny. Słoneczna energia wypełnia mnie na tyle, że z radością mogę przywitać jesień. I czekam na te barwy płonące odcieniami ognia, którymi ozłoci się wkrótce każdy zielony skrawek przyrody. Ale za każdym razem gdy zamknę powiek z myślą o ostatnich 3 miesiącachi, mam przed oczyma SLOT i koncert Madonny, dwa wesela i imprezy kończące się nad ranem, bezimienne gwiazdy i groźne fale rybnickiego zalewu. Przypominam sobie weekendowe upały w Wiśle, spacery wśród straganów uginających się pod ciężarem pamiątek, sklejające usta słodkie krówki i poszukiwania waty cukrowej. Momenty, gdy czułam się niesamowicie, z kimś za rękę nad brzegiem rzeki, ćwicząc kroki do nut uciekających z instrumentów ulicznych grajków, pokonując prawie setkę skrzywionych wiekiem schodów, by rozłożyć się wygodnie na łóżku i nawet czekając dwie godziny na smaczną pizzę. Czuję pod stopami kamienne ścieżki na Wawelu i wietrzny Kraków wrześniowy. Lato ma dla mnie smak niedojrzałych truskawek, owocowej pasty do zębów, kebabu z kurczaka i malin. Między słodkimi aromatami wakacyjnych dni przewijają się dwunastogodzinne zmiany spędzone w pracy... A teraz mam mniej słońca, mniej wiatru we włosach, mniej okazji do szaleństw i pracy też mniej. I na kolejne wakacje czekam z wytęsknieniem!
skomentuj (0)